Tak nasze czasy ocenia 95-letni Marian Goliński. Posłuchajcie mądrych słów sędziwego rolnika z Lutogniewa

  • 1.05.2019, 16:49 (aktualizacja 02.05.2019 09:12)
  • Karena Bałoniak, Maciej Dzwonnik
Tak nasze czasy ocenia 95-letni Marian Goliński. Posłuchajcie mądrych słów sędziwego rolnika z Lutogniewa Archiwum rodzinne W czasie uroczystości urodzinowej w otoczeniu najmłodszego pokolenia rodziny
Mija 15-lecie od wejścia naszego kraju do Unii Europejskiej. To epokowe wydarzenie zmieniło w Polsce wszystko – poziom życia, wygląd miast i wsi, otwartość Europy i możliwość obustronnej koegzystencji. Wiele otrzymaliśmy od Unii w każdej dziedzinie, wiele jej też staramy się jej zaoferować. I oby ten obopólny proces – czego życzyć powinniśmy sobie szczególnie – nie został niczym zakłócony. Z Marianem Golińskim, rolnikiem z Lutogniewa, który 19 kwietnia skończył 95-lat i jest jednym z najstarszych mieszkańców naszego powiatu, rozmawia jego wnuczka Karena Bałoniak i Maciej Dzwonnik.

Dziadku, co trzeba robić, żeby żyć co najmniej 95 lat?

- Przede wszystkim dużo pracować, zwłaszcza w młodości. Ale oprócz ciężkiej, fizycznej pracy, trzeba też dbać o zdrowie i np. nie palić papierosów. Ja nigdy ich nie paliłem i jestem pewny, że pozwoliło mi to dożyć takiego wieku. A alkohol? Wódki można się napić, ale niedużo, najlepiej okazjonalnie.

A jak wspominasz młode lata?
- Wychowywałem się w Kromolicach. Rano chodziło się do szkoły, na ósmą. Wracało się około południa i szło na pole paść krowy, albo obsiewać lub zbierać plony. Po paru godzinach szedłem na posiłek i odrobiałem wieczorem lekcje. Skończyłem tylko kilka klas podstawówki. Więcej się nie dało, bo trzeba było coraz więcej pracować, a potem przyszła wojna.

To był na pewno trudny czas...
- Działania wojenne nie dotknęły nas bezpośrednio. Mieliśmy gospodarstwo, mogliśmy handlować plonami i kupować jedzenie. Niektóre produkty, np. kiełbasa, były reglamentowane, a część plonów trzeba było oddawać Niemcom. Czasem było im mało, przychodzili wtedy do gospodarstw i zmuszali, żeby oddać im więcej. Jak nie, to można było trafić do więzienia. Wszelkie informacje o wojnie otrzymywaliśmy z radia, które było na baterie. Prąd dotarł do wsi dopiero po wojnie, a ja przeniosłem się do Lutogniewa, gdzie do dziś żyję i pomagam synowi w gospodarstwie. Niestety, już bez małżonki, z którą żyłem 40 lat, a która zmarła wiele lat temu.

Praca na polu była trudna?
- Na pewno bardziej niż teraz, gdy większość pracy rolnika wykonują maszyny. Kiedyś takich pięknych maszyn nie było, w całej wsi mieliśmy jedną, służącą do koszenia zboża. Snopki musieliśmy wiązać już sami, ręcznie. Teraz zboże się młóci w maszynie, a ona wszystko powiąże już sama. Mamy już dzisiaj w rodzinie kombajn zbożowy ze spółdzielni produkcyjnej. Cały czas świetnie się sprawdza.

Za komuny było już łatwiej niż w czasach wojennych?
- Nie do końca, bo wtedy także trzeba było oddawać dużą część plonów i to w dodatku w narzuconym terminie. Władzy nie interesowało to, czy gospodarstwo miało jakieś problemy, np. z suszą, trzeba było oddać i już, a w dodatku samemu te plony zawieźć. Dzisiaj rolnicy mają już dużo lepiej, jeżdżą na swoich maszynach, nie muszą oddawać plonów... To zupełnie inne czasy.

A jak się odnajdujesz w dzisiejszych czasach? Podoba ci się życie w XXI wieku?
- Tak, świetne są np. telefony komórkowe, które można zabierać ze sobą wszędzie, gdzie się chce. Mogę dzięki temu rozmawiać z całą rodziną czy to z domu, czy z pola, bo nadal lubię i mogę na nim pracować. Wystarczy raz naładować i potem cały dzień rozmawiać. Pierwszy telefon mieliśmy już za Stalina, czyli w latach 50., ale był on dużo mniej wygodny, z kablem i obrotową tarczą.

– Krotoszyn zmienił się nie do poznania. Wszystko można kupić, bo jest pełno sklepów. Do tego piękny Rynek, odnowione ulice. Dzisiaj to cudowne i nowoczesne miasto, a nie zawsze takie było – mówi Marian Goliński z Lutogniewa, człowiek, który żył w różnych czasach i był świadkiem wielu okresów w życiu naszego kraju.


Czy inne miasta poza Krotoszynem też się tak zmieniły?
- Trudno powiedzieć, bo nigdy nie jeździłem na wakacje, zawsze najważniejsze było gospodarstwo i praca. Na wyjazdy brakowało pieniędzy, nie było też czasu na takie wyjazdy. Kilka lat temu pojechałem pierwszy raz z córką i wnuczkami nad morze, pierwszy raz po 92 latach życia.
Widziałem statki w oddali, karmiłem mewy. Pojechałem tam szybkim i wygodnym pociągiem. To było niesamowite doświadczenie, bo wcześniej jeździłem tylko pociągami towarowymi, jeszcze gdy byłem w wojsku. Nie mogłem uwierzyć, że dzisiaj można podróżować tak szybko i w takich komfortowych warunkach. Młodzi ludzie mają dzisiaj tyle możliwości, mogą jeździć i latać, gdzie chcą i kiedy chcą, można im tylko zazdrościć.

Czego można Dziadkowi życzyć na kolejne lata?
- Ja już wszystko mam. Jedzenie jest, pieniędzy mi nie brakuje, bo dbają o mnie dzieci, a mam także rentę. Wyjeżdżać już nigdzie nie będę, więc chyba tylko zdrowia. Jak człowiek żyje w zdrowiu, to ma wszystko, więc warto o nie bardzo dbać.

 

Karena Bałoniak, Maciej Dzwonnik

Zdjęcia (3)

Archiwum rodzinne

Archiwum rodzinne

Jubilat z jednym z prezentów, który otrzymał od naszych samorządowców
Archiwum rodzinne

Archiwum rodzinne

Cała rodzina w komplecie - od najmłodszych do nastarszych
Archiwum rodzinne

Archiwum rodzinne

Uroczystość uświetnili radna wojewódzka Joanna Król-Trąbka i starosta Stanisław Szczotka
Podziel się:
Oceń:

Komentarze (1)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Jery
Jery 1.05.2019, 17:33
A kto jest najstarszym mieszkańcem powiatu?

Pozostałe