W 1945 r. baszkowianie uratowali norweskiego jeńca. Syn przyjechał podziękować (ZDJĘCIA)

  • 12.04.2019, 20:58 (aktualizacja 13.04.2019 19:54)
  • Janusz Urbaniak
W 1945 r. baszkowianie uratowali norweskiego jeńca. Syn przyjechał podziękować (ZDJĘCIA) J.Urbaniak Just Ebbesen (junior) odpowiada na pytanie jednej z uczennic. Z prawej dyr. Krzysztof Grobelny
3 kwietnia Szkołę Podstawową w Baszkowie odwiedzili niezwykli goście. Byli to Just Ebbesen z żoną z miasta Tolvsrød w Norwegii. Przyjechali, aby podziękować mieszkańcom wioski za to, że w 1945 roku ocalili życie ojca Justa, który uciekł z niemieckiej niewoli. Spotkanie prowadził dyrektor szkoły Krzysztof Grobelny, a tłumaczyła Emilia Patalas-Poślednicka

W spotkaniu uczestniczyli przedstawiciele kilku rodzin, które w tamtym okrutnym czasie narażając siebie postanowiły ratować zbiega. Byli to Włodarczykowie, Waleńscy, Bartkowiakowie. Na tej liście znajdują się także pojedyncze nazwiska: m.in. Kaczmarek, Kordy, Bartkowski, Piaszczyński, Janowski, Jawosz.
Podczas spotkania tę pierwszą rodzinę reprezentowała córka Urszula Tuszyńska, drugą syn Józef, a trzecią wnuk Jerzy.  

Pamiętnik na strychu
Dziś wszyscy bohaterowie tamtych wydarzeń nie żyją. Syn Justa Ebbesena (dostał takie  samo imię jak ojciec, bo ten mógł nie wrócić) przed kilkoma laty odnalazł na strychu 32 stronicowy ręcznie zapisany zeszyt.
Był to pamiętnik zaczynający się 6 czerwca 1944, a kończący 22 maja 1945. Jego ojciec dzień po dniu zapisał w nim ołówkiem swoją wojenną katorgę. Także czas spędzony w Baszkowie między 21 stycznia i 10 lutego 1945, gdy postanowił uciec z jenieckiego konwoju  prowadzonego na zachód.

Oficerski mundur
Dla Justa juniora pamiętnik był wielkim zaskoczeniem. Ojciec nigdy nie opowiadał o swojej wojennej przeszłości. Nieco później natknął się na polowy mundur ojca. W tym uniformie wystąpił w szkole w Baszkowie, by swojej relacji dodać autentyczności.
Przywiózł także wydany w języku angielskim pamiętnik The Escape 1945. Poza rozszyfrowanym tekstem ojca zawiera on fotografie i ręczne szkice, a także reprodukcję pewnego telegramu.  

W szkole w Baszkowie
Ojciec był więziony m.in. w Ostrzeszowie (wtedy Schildberg). Gdy zbliżał się front obóz ewakuowano. W mroźną zimę 1945 r. więźniów objuczonych bagażami prowadzono na zachód. Wielu z nich było chorych, zdarzały się omdlenia. Po 70 km dotarli do Zdun.
- Tutaj, w Baszkowie – opowiadał zebranym uczniom Just – zaprowadzono ich do waszej szkoły, gdzie wymęczeni zasypiali na podłogach. I tu narodziła się myśl o ucieczce.

Ryzykowna ucieczka
Just chciał ukryć się w stogu siana, który był tak zmrożony, że niemal do rana scyzorykiem wycinał w nim szczelinę. Przy minus 15 stopniach przesiedział w ukryciu cały dzień. O zmroku podszedł do domu państwa Waleńskich.
Stało się coś niezwykłego. - Gospodarz wziął mojego ojca w ramiona – opowiadał Just – i  wprowadził do swojego domu, by przez kilka godzin ogrzewać przy ogniu. Poradził mu kryjówkę na strychu szkoły, do której dotarło zresztą na noc kilku Niemców.
Rano Norweg wrócił na pierwsze od dawna śniadanie – chleb maczany w ciepłym mleku.

U Włodarczyków
Potem przygarnęli go Włodarczykowie, u których spał i był karmiony. W ich domu także pojawili się niemieccy żołnierze. Gdy wykończeni marszem zasnęli pokotem, udało mu się wymknąć z zagrożenia. - Musiał ukradkiem przejść przez ich pokój – mówił gość.
27 stycznia do Baszkowa weszło 2 tys. Sowietów. Było ostrzeliwanie, wybuchy. Zbieg musiał  im długo udowadniać, że nie jest Niemcem. Pamięta, że Włodarczykowie opatrywali żołnierzom rany.
Just wymienił także rodzinę Kordy, do której jego ojciec został zaproszony na obfity posiłek.  
Tych dobrych ludzi oraz gestów odwagi i dobroci było więcej, ale przybyszowi trudno było o wszystkich opowiedzieć.

Powrót do domu
Ok. 10 lutego przez Krotoszyn i Łódź, częściowo na nogach, przedostał się do obozu przejściowego w Rembertowie. Stamtąd byli jeńcy 16 kwietnia dotarli do Odessy. Byli brudni, zarobaczeni, mieli wszy.
18 maja ich statek dopłynął do Anglii, skąd telegram ze słowami żyję i kocham dotarł do oczekującej męża żony.
Po roku Just otrzymał list od Włodarczyków, w którym znalazło się zdanie: Nasze dzieci pytają, kiedy ty do nas przyjedziesz? Mali domownicy zawsze prosili go, żeby razem z nimi jadł śniadanie...

Prawdziwe dobro
Just Ebbesen umarł w wieku 75 lat. Swoją ponurą i chwilami piękną historię przechowywał w sobie do ostatnich dni. Jego syn, dziś mężczyzna także ponad 70-letni, przyjechał do Baszkowa, by po prostu podziękować potomkom tamtych osób za to, że okazali mu serce i narażając się, pozwolili przeżyć i wrócić do rodziny.
Ta piękna karta z dziejów Baszkowa była dotąd szerzej nieznana. Bo prawdziwe dobro nie szuka poklasku, jest skromne i ciche.
Ważną jego częścią były pytania, które gościowi zadawali uczniowie, niektórzy w języku angielskim. Na ich twarzach widać było prawdziwe zaciekawienie i przejęcie.

 

 

Janusz Urbaniak

Zdjęcia (14)

Just (junior) w mundurze ojca. Obok prowadzący spotkanie dyr. Krzysztof Grobelny
Urszula Tuszyńska (Włodarczyk) i Józef Waleński
Żona Justa i Jerzy Piaszczyński
Przedstawiciele baszkowian, którzy uratowały Norwega. Na spotkanie przyszli z członkami swoich rodzin
Gość mówił po angielsku, tłumaczyła Emilia Patalas-Poślednicka
Żona Justa i Jerzy Piaszczyński
Podziel się:
Oceń:

Komentarze (1)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

jp
jp 13.04.2019, 16:52
Piekne wzruszające spotkanie. W trudnych sytuacjach okazujemy empatię. Gorzej, gdy później walczymy sami ze sobą.

Pozostałe