Gdzie ukryto zwłoki partyzantów spod Benic?

  • 4.03.2019, 18:41 (aktualizacja 31.03.2019 16:29)
  • Janusz Urbaniak
Gdzie ukryto zwłoki partyzantów spod Benic? Muzeum Regionalne w Krotoszynie Oddział Bory jeszcze na terenie okręgu lwowskiego. W pierwszym rzędzie, drugi od prawej - Bora
26 maja 1946 doszło w Benicach do krwawej potyczki konspiracyjnego oddziału por. Zygmunta Borostowskiego, ps. Bora, z funkcjonariuszami nowej władzy. W ich wyniku zginęli dowódca i kpr. Edward Gintry, ps.Robak, a nieco później kolejni partyzanci. Ich ciała zostały wywiezione i potajemnie złożone w ziemi, bez księdza, bez pogrzebu. Do dziś nie wiemy, gdzie znajduje się to miejsce

WSGO Warta
Oddział Bory był największą grupą poakowską działającą na naszej ziemi. Jego dowódca, członek AK, pochodził ze Lwowa. Po rozbiciu jego jednostki przez UPA z czterema leśnymi uciekł do Wielkopolski.
Tu partyzanci weszli w skład Wielkopolskiej Samodzielnej Grupy Ochotniczej Warta w Koźminie, a potem działali samodzielnie. Tuż przed potyczką w Benicach oddział liczył 32 uzbrojonych i umundurowanych partyzantów. Przeważali w koźminianie, nie było ani jednego mieszkańca naszego powiatu.  
Członkowie oddziału Bory zwalczali komunistyczny aparat władzy, bandytów, zdrajców narodu, co nie zmienia faktu, że wkrótce pod szyldem konspiracji zaczęli działać zwykli złodzieje i bandyci.  

Tragiczna potyczka
W niedzielę 26 maja 1946 r. oddział Bory zajął kwatery w Benicach. Dowódca zarządził pogotowie bojowe, zezwalając partyzantom odłożyć jedynie długą broń. Około godziny 11.00 do wsi przyjechało kilka samochodów ciężarowych z żołnierzami 6. Pułku Artylerii Lekkiej oraz funkcjonariuszami UB i MO, którzy rozpoczęli przeszukiwanie zagród.
W jednej z nich padły pierwsze strzały. Niebawem do wymiany ognia doszło także w południowej części wsi. Odprawiający mszę proboszcz słysząc, co się dzieje, zwrócił się do wiernych, by do domów wracali tzw. zapłociem.

Śmierć Bory i odwrót
Pierwszymi ofiarami starcia byli Bora i strzelający z rkm Robak. Ranni zostali Wrona i Żbik. Dowództwo nad oddziałem przejął sierż. Kazimierz Szczepaniak ps. Borys, który zarządził  opuszczenie wsi.
Ok. godz. 15.00 zauważyli w rejonie Lutogniewa partyzantom drogę zajechały dwie ciężarówki z wojskiem. Doszło do wymiany ognia. Słychać było wydawane w języku rosyjskim komendy.
Borys skierował oddział w stronę niewielkiego lasu w pobliżu Wyganowa. W pobliżu Orli część z nich zboczyła z kierunku wycofywania się i nie dotarła do wyznaczonego miejsca. Siły bezpieczeństwa tracąc ślad, zaniechały dalszych poszukiwań.
Po zapadnięciu zmierzchu licząca ok. 15 osób grupa Borysa dotarła do wsi Józefów-Wielowieś, ukrywając w jednym z gospodarstw, rannych kolegów: Franciszka Przestackiego ps. Wrona i Edwarda Stanisławskiego ps. Bas.

Wyroki śmierci
Siły pościgowe natknęły się w pobliżu Orli na odłączoną wcześniej grupę partyzantów. Wywiązała się walka, podczas której poległo 6 z nich.: Sylwester Janiec (Lampart ), Marian Kuciński (Gryf), Mieczysław Przybył (Miles), plut. Jerzy Skowron (Huragan), Dąb (nazwisko nieznane) i Długi (nn). Do niewoli dostało się kolejnych 6. Z grupy tej tylko Łosiowi udało się zbiec w trakcie konwojowania, natomiast Wicher ukrył się w wieży kościoła w Starym Grodzie.
Aresztowanych przewieziono do willi Wawel przy ul. Benickiej. Śledztwo trwało w dzień i w nocy, a UB-owcy stosowali bestialskie metody. Na mocy wyroku Sądu Okręgowego w Ostrowie 5 czerwca 5 ujętych pod Benicami partyzantów skazano na śmierć przez rozstrzelanie. Byli to: Edward Dąbek (Żbik), Edward Hoderny (Kret), Leon Idek (Strzała), Franciszek Przestacki (Wrona) i Edward Stanisławski (Bas). Pozostali otrzymali wyroki od 7 do 9 lat więzienia. Wyroki śmierci wykonano 7 czerwca 1946 na dziedzińcu więzienia sądowego w Krotoszynie.

Pochówek rozstrzelanych
Zwłoki rozstrzelanych – dzięki staraniom towarzyszącego im do końca ks. Bartosika –  zostały pochowane na miejscowym cmentarzu w bezimiennej mogile. Dopiero w czerwcu 1992 r. na grobowcu pojawił się pomnik z dwiema tablicami i patriotycznymi symbolami. Zanim do tego doszło ks. Ciszewicz wciągnął ich nazwiska do księgi cmentarnej.  
Los pozostałych sześciu jest tak samo nieznany, jak Bory i Robaka. "Rzecz Krotoszyńska" od początku lat 90. apelowała do żyjących jeszcze uczestników tych zdarzeń o wyjawienie prawdy i dokończenie aktu katolickiego ich pożegnania. Nikt nie ma bowiem prawa odmawiać komukolwiek  katolickiego pogrzebu i grobu.
Z latami funkcjonariusz UB umierali, ale z pewnością swoje sekrety przekazali rodzinom. Na to liczyliśmy i nadal liczymy...


(Więcej na ten temat pisaliśmy w "Rzeczy Krotoszyńskiej", 840 z 31 maja 2011)


 

 

 

Janusz Urbaniak
Podziel się:
Oceń:

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.


Pozostałe