Mieszkaniec Tomnic hoduje kury i zdobywa nagrody w Niemczech

  • 28.12.2018, 14:32 (aktualizacja 12.01.2019 17:41)
  • Bożena Maćkowiak
Mieszkaniec Tomnic hoduje kury i zdobywa nagrody w Niemczech B.Maćkowiak Pan Marek (pierwszy z prawej) i Edgar (pierwszy z lewej) i zarząd "orloffów"
Czterdziestoletni Marek Tyrakowski z wykształcenia jest magistrem zarządzania transportem. Na co dzień pracuje jako dyspozytor w jednej z krotoszyńskich firm. Od jakiegoś czasu zajmuje się hodowlą kur ozdobnych. I odnosi wielkie sukcesy. (Pełna wersja artykułu)

A zaczęło się tak...
Edgar Meder, mieszkaniec niemieckiego Emleben, miasta partnerskiego Zdun, w czasie rozmowy dowiedział się, że Marek posiada kilka kur zielononóżek. – Wtedy była to czysto przyziemna jajeczna funkcja kur, bo takie ze swojego podwórka lepsze i zdrowsze – wspomina hodowca.
– Edgar pewnego grudniowego ranka w 2013 r.  poinformował mnie, że ma dla mnie kury i koguta rasy orloff, kolor rotbunt. Kury przywiózł przy okazji odwiedzin Zdun z prezentami dla przedszkolaków. W ten sposób w skromnym kurniku w Tomnicach pojawiły się dumne rasowe orloffy – mówi uśmiechnięty.

Pasja i wyróżnienie
Każda pasja wiąże się z ciężką pracą, często wyrzeczeniami i poświęceniem. Hodowla kur ozdobnych zwykle budzi podziw i robi wielkie wrażenie. Systematyczna praca i poświęcenie przełożyły się na wyróżnienie podczas międzynarodowej wystawy Offene Internationale Hauptsonderschau, która odbyła się w Niemczech, w Emleben, 23 listopada. To około 600 km od Krotoszyna.
Tyrakowski należy do niemieckiego związku hodowców Sonderverein der Orloff und Zwergorloff-Zuchter von 1912. Na wystawie był jedynym hodowcą z Polski poza wystawcami z Holandii, Niemiec i Belgii.
– Każdy hodowca wystawia swoje pokolenie kur, to znaczy należy we własnym gospodarstwie mieć wylęg, wychować każdej wiosny nowe kury wystawowe i właśnie te jesienią pokazuje się na wystawie. Każda kura lub kogut jest w odpowiednim momencie obrączkowana, otrzymuje swój numer, pod którym będzie oceniania podczas wystawy – tłumaczy.

Ogromny sukces
- Kury w piątek muszą być w klatkach według przydzielonych numerów, a oceniający kury nie wiedzą, jakiego hodowcy kurę oceniają. Swoje czynności wykonują w sobotę rano, wtedy wstęp na wystawę jest zabroniony – opowiada.
Wystawa oficjalnie otwiera się ok. godz. 13.00, wtedy można zobaczyć, jak ptaki zostały ocenione,  jakie były zastrzeżenia. Oceniana są przede wszystkim postawa i sposób chodzenia, następnie  kolor piór. W rożnych miejscach kura powinna mieć inne pióra, ogólnie kasztanowe, czarne i białe, ale w ogonie tylko czarne i od spodu kasztanowe zagięte do środka, a pod brodą białe.  Zwraca się uwagę także na oczy – muszą być brązowe, kolor grzebienia czerwony, a pazury – żółte. Przydzielane są punkty od 90 do 97.
Łącznie wystawionych zostało 429 ptaków z czterech krajów. W tym jedna z jego pięciu, ta  zwycięska z numerem obrączki CA 516/18. Tegoroczna wystawa była jego czwartą, a biorąc pod uwagę fakt ilości konkurentów był to ogromny sukces.

Czy to miłość do kur?
- To chyba zbyt górnolotne słowo, fakt jest taki, że jak każde zwierzę, kura również wymaga poświecenia czasu, jedzenia, opieki, weterynarza. Ale daje też satysfakcję w postaci nie tylko dobrych jaj, ale także corocznych wydarzeń, jednego weekendu, który jest powodem trzymania tych ptaków – mówi hodowca.
Gdy pytam, co ważniejsze: rosół czy dobre jajka? Pan Marek mówi, że jego kury znoszą dużo mniej jajek niż klasyczne polskie nioski i najczęściej są one potrzebne są do wylęgu nowych ptaków. Mają białą barwę i są nieco wydłużone, ale smakują tak samo jak od inny kur.
- Rosół? Cóż, orloffy mają nieco inną budowę, dłuższe nogi, wąskie biodra, ale rosołek jest dobry, jak to bywa z domowej kury – twierdzi hodowca.

Co mówi żona i znajomi?
W hodowli pomaga mu ojciec, czasem córki, a fachową radą służy zawsze znajomy, który również hoduje ptactwo. Jest dużo bardziej doświadczony. Żona jest na dokładkę, pomaga kontaktować się ze zrzeszeniem, towarzyszy, tłumaczy, jeśli jest taka potrzeba, pomaga przy hodowli czy przygotowaniach do wystawy.
- A co mówią znajomi? „Józek hodowca kurczaków”, pewnie słyszałeś to nie raz...? – No...  nie jeden raz słyszałem, przeważnie są żarty i niedowierzania – odpowiada. – Mam znajomego, który przy każdej okazji mówi do mnie: Józek. Gratulacje też się zdarzają, znajomi nie wierzą, że można mieć takie zainteresowania.

Jakie ma pan marzenie?
Pytam też mojego rozmówcy, jakie jest jego największe marzenie i czy jest ono związane z kurami? - Marzenia, to chyba nie ta kategoria, ale... każdego roku mam nadzieję na wysokie noty moich kur, poświęcam im sporo czasu, staram się, jak mogę i chcę, aby było to docenione – mówi na zakończenie.

 

 

Bożena Maćkowiak

Zdjęcia (2)

Polska kura - laureatka
Dwaj przyjaciele - Niemiec i Polak
Podziel się:
Oceń:
  • TAGI:

Komentarze (1)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Dumna
Dumna 29.12.2018, 00:49
Gratulacje. Oryginalna forma reprezentowania naszego regionu ?

Pozostałe