Co u Pana słychać, panie dyrektorze Białek?

  • 20.12.2018, 21:08 (aktualizacja 23.12.2018 14:03)
  • Janusz Urbaniak
Co u Pana słychać, panie dyrektorze Białek? Archiwum Rodzinne Zdzisław Białek z żoną Anną współcześnie. Poniżej w trakcie spotkania Klubu Przedsiębiorców Ziemi Krotoszyńskiej, którego był prezesem w latach 90.
Był dyrektorem największej krotoszyńskiej fabryki w latach poprzedzających wolną Polskę. W Krotoszynie nastał w 1970 r., gdy postanowiono połączyć kaliską WSK i tutejszy Zakład Sprzętu Motoryzacyjnego. Mając 31 lat został zastępcą dyrektora do spraw technicznych. – Przyszedłem z innej branży, tam robiliśmy silniki lotnicze, ale udało się – mówi dziś niemal 80-letni Zdzisław Białek.

WSM zatrudniał wtedy 1.500 pracowników, czyli 6 tys. ludzi żyło z zakładu. – Czułem ogromną odpowiedzialność i bałem się, że fabryka może upaść – mówi, przypominając, że za Balcerowicza Starachowice i Ursus przestały płacić. – A nieszczęścia przychodzą niezależnie, więc bałem się – dodaje.
Zakład uratowały dobre kontakty z WBK i duży eksport, głównie do Szwecji. Szwedzi płacili w ostatnim dniu, ale byli pewni. Inaczej było z Włochami czy z Marokiem, wielu innych również się spóźniało. Na głowie dyrekcji było także kilka milionów dolarów kredytu na budowę nowego zakładu. – Ludzie nie poszli na bruk, miałem trochę szczęścia – mówi.
- Bardzo przeżyłem Solidarność i stan wojenny – dodaje. WSM nadzorowało 6 pułkowników, był plan, żeby zabezpieczyć zakład kompanią wojska. Tym bardziej, że w Mielcu i Świdniku doszło do aresztu dyrekcji, a to mogło pociągnąć za sobą nieobliczalne skutki. – Bałem się  sabotażu ze strony działaczy, wtedy działali Wudarski, Kalisz, Rettig. Ale przeżyłem to wszystko – te ostatnie słowa powtarza po raz kolejny.
(...)

- Moje życie od rana do wieczora wypełniała praca. Co prawda dobrze zarabiałem, ale to był wielki wysiłek i stres. W domu byłem gościem, praktycznie żona wychowywała dzieci. Bardzo je kochałem, ale wszyscy razem mogliśmy się spotykać tylko w soboty i niedziele. Ciągle były jakieś zagraniczne delegacje. Po pracy trzeba się było z nimi spotykać. Do domu wracałem o 2.00 w nocy, a o 7.00 rano pod dom podjeżdżał samochód służbowy... Ale jedno panu powiem. Nie cierpiałem pijaństwa i ludzi, którzy pili, zwalniałem. Bałem się, że może dojść do wypadku. (...)

Zdzisław Białek odszedł z zakładu w 2000 r., w rok po fuzji z MAHLE. Bardzo obawiał się o swoją przyszłość, bo wtedy, w podobnych sytuacjach, dyrektorów zwalniano z dnia na dzień. – Chyba dobrze go prowadziłem, że się sprywatyzował i nic takiego nie nastąpiło.
Wspomina pożegnanie, na którym byli wszyscy najważniejsi.– Jestem z tego zadowolony. Choć niektórzy twierdzili, że mogłem wywalczyć dla siebie więcej. Ale nie pieniądze są najważniejsze, do biednych nie należałem.

(...)

Więcej przeczytasz w papierowym wydaniu "Rzeczy Krotoszyńskiej" (wydanie świąteczne)

 

Janusz Urbaniak

Zdjęcia (1)

Podziel się:
Oceń:
  • TAGI:

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.


Pozostałe